Worki na szkło

 

 

Pod koniec miesiąca zawsze wzrasta ciśnienie, nie mam na myśli tego atmosferycznego

ma się rozumieć. Robota zawsze jakoś tłucze się z tyłu głowy i przeszkadza.

Nie to żebym nie lubił swojej roboty, ale sami rozumiecie, wszystkiego można mieć dość.

Pod koniec miesiąca mam ochotę jeść na papierowych talerzykach i pić z kukurydzianych kubeczków.

Wiadomo że trochę przesadzam, ale szkło zaczyna mnie otaczać jak wataha wilków czyhających

tylko na mój błąd, na przykład żebym sięgną po kufel.

 Nie da się uciec od szkła, więc nie próbuje nawet.

Jeśli będzie już naprawdę źle to mam rozwiązanie całkiem proste.

Śmieciarze wywożą szkło dwa razy w miesiącu.

Na razie mam się jeszcze całkiem nieźle, pływam na powierzchni i to w ładnym stylu.

Szkło stołowe, szkło dekoracyjne, wazony, kufle, karafki i takie tam świecidełka.

Wszystko to krąży wokół mojej głowy w rozsądnym na razie tempie.

Mam już koncepcję na scenariusz do niezłego horroru.

To jednak wciąż się rozwija i dojrzewa więc trzeba jeszcze poczekać.

Horror o szkle to równie dobry pomysł jak ptaki, węże, pająki, samochody, bo to też już

było przerabiane, atakujące pszczoły, Marsjanie czy potężne gady rodem z Japonii,

bo jak dobrze pamiętam to właśnie Japończycy wymyślili pierwsi Godzillę.

Nad pomysłem trzeba dużo popracować no i tu pętla się zamyka.

Znów szkło zmusza mnie do ciężkiej pracy.

Jak dobrze kojarzę to worki na szkło są zielonego koloru, to kolor nadziei.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.