Wyborny obiad

 

 

Wysokie temperatury na poziomie pięciu, może dziesięciu stopni oczywiście w słońcu,

W godzinach południowych, mniej więcej, sprzyjają roztopom.

Tam gdzie warstwa zmrożonego śniegu jest cienka

Topnienie przebiega błyskawicznie, w miejscach gdzie warstwa lodu jest gruba wymagana

jest interwencja łopaty i dużej dawki siły. Trzeba pomóc przyrodzie.

Ciekawe czy ostra zima to już przeszłość?

Robota szła dość spokojnie, można powiedzieć że to nawet relaks na świeżym powietrzu.

Za niektóre miejsca nawet się nie zabierałem gdyż grubość lodu wymaga kilofa którego nie mam,

więc szkoda fatygi.

W czasie gdy ja tańcuje z łopatą, w domu też robota wrze.

Szkło stołowe dziś ma ruch nieprzeciętny. Kobieta którą umiłowałem sobie nie marnuje czasu.

Na myśl o daniu które zastanę po powrocie ślinka mi cieknie i w brzuchu burczy.

Już pora na obiadek. Zaraz za drzwiami dociera do mojego nosa niebiański aromat obiadu.

Szybko się odświeżam i przebieram w czyste ubranie, tak aby przy stole zasiąść elegancko.

W ruch poszły talerze, półmiski, miseczki, szklanki, sztućce wszystko co potrzeba

do kompletnego nakrycia stołu. Dziś jemy w czwórkę, wyjątkowa sytuacja.

Mam apetyt jak dziki zwierz, więc korzystam chętnie z możliwości dokładek, zresztą nie tylko ja.

Obiad jest wyborny i wszyscy wsuwamy ze smakiem. Gospodyni lubi jak jedzenie smakuje

ale to oczywiste. Każdy kto przygotowuje posiłki lubi jak ugoszczeni są zadowoleni.

Po obiedzie szkło wędruje do zmywarki, to ułatwia życie.

Teraz pora na poobiednią kawkę. Drzemki nie będzie, nie ma warunków na to.

Pisząc to mam ochotę na kolejną dokładkę z obiadu lecz obiad to już przeszłość.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.