Flak w rowerze

 

                Na koleżankę nie musiałam długo czekać. Wyrzuciła tylko worek ze śmieciami i szybko przybiegła z powrotem. Pomogłam jej jeszcze wyciągnąć z piwnicy rower i ruszyłyśmy w drogę. Po przejechaniu kilku kilometrów jadąca za mną Agata zaczęła krzyczeć, żebym się zatrzymała, bo coś się jej stało w koło. Szybko zahamowałam na poboczu i prowadząc już rower podeszłam do koleżanki. Schyliłam się i zaczęłam oglądać całą oponę dookoła. W jednym miejscu zauważyłam wbity duży kawałek szkła. Pokazałam go Agacie, a ona stwierdziła, że faktycznie w jednym miejscu leżała rozbita szklanka ze szkła stołowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka i starała się ominąć kawałki szkła, ale pewnie nie zauważyła jakiegoś i najechała na jeden kawałek. Nigdy ze sobą nie zabierałyśmy zapasowych dętek ani narzędzi, więc miałyśmy mały problem, bo w tylnym kole był już duży flak. Stałyśmy i zastanawiałyśmy się co tu zrobić. Ze sobą nie wzięłyśmy telefonów, więc nie było jak zadzwonić po pomoc. Z plecaka wyciągnęłam szklaną karafkę ze szkła z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka z niegazowaną wodą i plastikowy kubeczek. Aby lepiej nam się myślało napiłyśmy się po dwa kubeczki. Kiedy tak stałyśmy na poboczu w pewnej chwili koło nas zatrzymał się duży samochód. Wysiadł z niego nasz dobry znajomy pracujący w sklepie ze szkłem stołowym, szkłem barowym i szkłem dekoracyjnym z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka. Kiedy zobaczył co się stało zaproponował podwózkę do domu, z której skorzystałyśmy bez zastanowienia.   

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.