Spotkanie

 

                Kiedy Napiłam się dobrej mocnej kawy ze szklanej filiżanki ze szkła stołowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka poczułam się jak nowo narodzona i postanowiłam nie siedzieć w domu tylko ruszyć się i pojeździć rowerem. Nie było już takie straszne gorąco, więc pomyślałam, że pojadę do lasu odpocząć i pooddychać świeżym powietrzem. Wyciągnęłam rower z piwnicy i oparłam go o płotek przy klatce. Wróciłam się jeszcze do domu po plecak i coś do jedzenia, bo czekała mnie dość długa podróż. Na schodach spotkałam się z koleżanką, z którą lata wcześniej jeździłam rowerem trasy turystyczne. Przez okno zobaczyła mój stojący rower i zapytała się mnie, gdzie to się wybieram. Powiedziałam jej, że jadę do lasu się trochę zrelaksować i jak chce i ma czas to może wybrać się ze mną. Ku mojemu zdziwieniu odparła, że z miłą chęcią, bo już tak dawno nigdzie nie była rowerem. W ręce trzymała worek ze śmieciami przez, który prześwitywał szklana karafka ze szkła dekoracyjnego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka i dwie szklanki ze szkła stołowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka. Nie pytałam co się stało ze szkłem tylko powiedziałam, że będę na nią czekać przed blokiem. Zabiorę tylko jedzenie, wodę i zaraz schodzę na dół. Uśmiechnęła się szeroko i schodząc po schodach powiedziała, że tylko wyrzuci śmieci i zaraz dołącza do mnie.   

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.