Kolacja

Po tak długim oczekiwaniu w końcu się doczekałam sygnału pikania w kuchni oznajmiającego, że posiłek jest już gotowy do wyciągnięcia z pieca. Byłam bardzo ciekawa co mój wspaniały kolega upichcił i wstałam pierwsza z fotela na nogi i szybko pogoniłam do kuchni. Złapałam za wiszące na lodówce rękawice kuchenne i założyłam na ręce. Potem otworzyłam piekarnik i wyciągnęłam rozgrzane szklane naczynie ze szkła stołowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka. Nie zdążyłam zaglądnąć do środka, bo Darek złapał mnie za ręce i odebrał parujący posiłek. Powiedział, że jestem jego gościem i nie pozwoli na to abym służyła w jego domu. Nawet mi się to spodobało i grzecznie powiesiłam z powrotem rękawice kuchenne i poszłam spokojnie poczekać do salonu. Po paru minutach przyszedł Darek z dwoma talerzami pysznie pachnącego posiłku. Następnie zgasił górne światło na suficie i zapalił szklany świecznik ze szkła dekoracyjnego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka stojący na środku stołu. Zrobiło się wtedy bardzo nastrojowo i romantycznie. Na kolana położył mi białą serwetę i usiadł naprzeciwko po drugiej stronie stołu. Życząc mi smacznego zabrał się do jedzenia. Nie byłam w stanie nic powiedzieć z wrażenia, więc kiwnęłam tylko głową i zabrałam się za jedzenie. W dalszym ciągu nie wiedziałam co jem, ale smakowało i pachniało znakomicie. Nie śpiesząc się jadłam kęs po kęsie przepijając białym winem ze szklanego kieliszka ze szkła barowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka.  

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.