Wyprawa do muzeum


 

Cześć wszystkim!

Dzisiaj jak zawsze napiszę co nieco o szkle. 

Po ostatniej wycieczce postanowiłem wybrać się ponownie do jakiegoś muzeum ze szkłem.  Postanowiłem poszukać takiego muzeum, które jest największe w Polsce. Okazało się, że znajduje się w Warszawie. Sprawdziłem rozkład jazdy pociągu do Warszawy i wyruszyłem.  O ok. 10 godz. byłem już w Warszawie i pozostało mi tylko trafić do muzeum, co nie było takie łatwe jak myślałem. Po godzinnym błądzeniu, postanowiłem postawić na nawigację, bo żaden warszawiak nie potrafił mnie nakierować. Nawigacja pokazała mi, że mam 10 km do muzeum, więc na pieszo nie dojdę. Udało mi się trafić na autobus, który tam jedzie. Także po paru godzinach dotarłem do celu. O 13:30 godz. weszłem do muzeum i od razu zrobiło ono na mnie wielkie wrażenie. Drzwi były bardzo duże i ze szkła, pierwszy raz widziałem tak wielkie piękne drzwi. Muzeum było bardzo duże i nie wiedziałem od czego zacząć, więc ruszyłem do sali w której były same szklanki i kieliszki. Wszystkie były ze szkła o różnych kolorach i formach. Ta sala zrobiła na mnie ogromne wrażenie, tyle szkła i  każde inne - no coś pięknego! Po 30 min postanowiłem wstąpić do bufetu w muzeum, gdzie zamówiłem sobie jedzonko i oczywiście też było podane na pięknej szklanej zastawie stołowej. Po jedzeniu poszedłem dalej zwiedzać i trafiłem do sklepiku w którym można było kupować prawie wszystkie produkty, które były wystawione w muzeum. Ja zakupiłem sobie dwa drobne upominki: świecznik z białego  szkła na 3 świece i ozdobną gwiazdę ze szkła, trudno  ją opisać ale jest bardzo ładna. Obydwa produkty wyprodukowane przez firmę Glassworks Tadeusz Wrześniak. Po 4 godzinach zwiedzania w muzeum udało mi się z niego wyjść. Byłem zachwycony i bardzo zadowolony z pobytu w tym niezwykłym muzeum.

Naprawdę polecam wszystkim i pozdrawiam. 

Do następnego!


Autor zdj

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.