Czasami robię cuda.


Dziś szaro za oknem, ale wesoło. Trzy ptaki walczą o orzecha włoskiego,

Którego udało im się otworzyć i mają już dwie połówki do podziału.

Nadal jednak to za mało, któryś ptak zostanie z niczym.

Z punktu widzenia obserwatora stwierdzam że reguły w przyrodzie są okrutne i bezlitosne.

Spróbuję zmienić rzeczywistość i zamieszać trochę.

Wziąłem orzecha z koszyka stojącego na parapecie okna kuchennego i wyrzuciłem celując

w rejon tego ptasiego zamieszania. Te zajęte swoimi połówkami

nie porzuciły ich, na szczęście dla tego trzeciego który teraz odleciał z całym swoim zdobytym

orzechem. Pomyślał zapewne że cuda się zdarzają, a ja wiem swoje kto za tym cudem stoi.

Wracam zadowolony do czynności którą przerwałem przez te przyrodnicze awantury.

Sięgam po mój ulubiony szklany duży kufel, sypię trzy łyżeczki kawy, dwie łyżeczki cukru,

wodę muszę włączyć ponownie aby się zagotowała. Tak dokładnie mówiąc to czajnik a nie wodę.

Sądzę że wiadomo o co chodzi. Zalewam i mieszam. Dodaję koziego mleka i gotowe.

Teraz najgorsze, bo piję bez smaku niemal, dobrze że wiem co sobie zrobiłem. Katastrofa.

Zmartwiony tym faktem, bo co to za przyjemność, wracam do sypialni aby przyjąć wygodną pozycję

i posłuchać porannej audycji w radio. Co tam w regionie słychać?

Czarny piątek, na tapecie już od dawna. Okazje gonią okazje, a mi żadna nie wydaje się atrakcyjna.

Okres świąteczny nabiera jednak rozpędu, nie da się tego nie zauważyć.

Może jakieś ładne szkło barowe udało by się wyhaczyć na promocji.

Jakieś szklaneczki, a może jakieś kieliszki. Trzeba będzie się rozejrzeć.

Od jutra mogę już na legalu buszować po sklepach.

Ponad dwa tygodnie byłem uwięziony w domu, to musi mieć swoje skutki uboczne.

Żebym tylko nie zwariował.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.