Przy okazji


Dzień jak co dzień, kolejna po prostu środa w kalendarzu.

Dziś wybiorę się na miasto w celu zakupowym. Nic nadzwyczajnego.

Na razie mam czas i piję sobie kawkę w szklanym kuflu. Wiadomo.

Nie co dzień wychodzę na miasto, może dwa razy na tydzień jak by tak uśrednić.

Ciężko o przepustkę, to nie jest wcale takie proste.

Dziś oprócz zakupów tych podstawowych jak chleb, masło, mleko, jaja, kiełbasa,

pomarańcze, pomidory, oliwki, żółty ser, pewnie gołda a może morski, to się jeszcze zobaczy.

Dobra lista listą ale wróćmy do sedna, mam zamiar kupić coś w rodzaju kontaktu do gniazdka,

który albo będzie mieć włącznik czasowy, albo może na pilota, to by było najlepsze rozwiązanie.

Główną jednak jego cechą musi być możliwość stosowania na zewnątrz,

a wiadomo na zewnątrz warunki są różne i mogą być ciężkie. Chociażby deszcz, śnieg,

niskie temperatury, czy palące Słońce. Chodzi o to na tę chwilę żeby podpiąć oświetlenia na choince

i barierkach tarasowych. Dziwi Was taki wypas. Ja siedzę w więzieniu pięcio gwiazdkowym.

Nie ma tu krat i jest jako taka swoboda.

W sklepie dowiedziałem się że urządzenie które poszukuje nazywa się programator.

Wybór jest niezły muszę przyznać. Tańsze, droższe, nawet na pilota, czy aplikację na telefon.

Wziąłem najprostszy. Trochę ponad trzy dyszki, to rozsądna cena.

Przy tej okazji byłem pooglądać szklane produkty, wazony, dzbanki, szklane świeczniki,

różne takie ładne rzeczy. Nie planowałem tego i trafiłem. Dobra przecena była.

Nabyłem nowy śliczny dzbanek o sporej pojemności. Będzie na mój ulubiony kompot wiśniowy

jak znalazł. O, jak to można czasem przypadkiem coś wyhaczyć.

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.