Granica

 

Dzień jak co dzień, tyle że ochłodziło się znacznie i da się żyć.

Jeśli temperatury zewnętrzne nie zmuszają do włączania klimatyzacji,

To oznacza że jest całkiem dobrze. Śpi się lepiej, o niebo lepiej.

Pracuje się również o niebo lepiej. Je się także o niebo lepiej.

W zasadzie to wszystko o niebo lepiej jest gdy nie ma upałów.

Oj, Królowo Lata, dziękuje za tę wspaniałomyślną łaskę.

Zdaję sobie sprawę że to jeszcze nie koniec przesadnych upałów,

Jednak myślę że najgorsze już za nami. Teraz będzie tylko lepiej.

Oj, naiwność ludzka i nadzieja, ale może tak będzie.

Obecnie siedzę nad robotą i popijam kawę przy okazji.

Ponieważ robota to życie, a życie to robota, ciężko jest zarysować wyraźną granicę.

Potrzebną granicę dla zdrowia psychicznego.

Ze szkłem kontakt jest niemal ciągły. Szklanki, dzbanki, kufle i kieliszki oraz szkło stołowe,

Przewija się przez moje i nie tylko moje ręce  tak wiele razy podczas dnia i nie tylko dnia,

Że nikt by chyba tego nie zliczył. Pewnie nikt nawet nie próbował tego zliczyć.

To jest główny powód dla którego praca jest w moim życiu ciągle obecna.

Co więc z tą granicą pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym?

A no nic i trzeba sobie jakoś z tym radzić.

Od czasu do czasu tak dla odmiany, piję kawę w glinianym kubku i jadam z drewnianej miski.

Dodatkowo walę browara prosto z puszki, ale to wszystko niewiele daje.

Granica coraz bardziej się zaciera.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.