Autobusem do pracy

 

                Wstałam rano bardzo zadowolona i szczęśliwa, że idę już ostatni raz do pracy przed wymarzonym urlopem. Szybko zjadłam, wypiłam czarną kawę ze szklanej filiżanki ze szkła stołowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka i szybciej jak zwykle wyszłam z domu. Do pracy miałam dużo jeszcze czasu, więc postanowiłam pójść na przystanek i pojechać autobusem. Stanęłam na przystanku i spojrzałam na rozkład jazdy. Do wyboru miałam trzy autobusy i na szczęście nie musiałam długo czekać. Do przejechania miałam sześć przystanków. Na drugim wsiadła kobieta z dużą paczką i usiadła obok mnie. Na kolanach położyła pakunek i ze środka wystawał szklany świecznik ze szkła dekoracyjnego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka. Kiedy miałam wysiadać podniosłam się i chciałam wysiąść jednak sweter zahaczył się mi o siedzenie. Gdy się odplątałam i zaczęłam się przepychać do wyjścia autobus zamknął drzwi i ruszył z przystanku. Kolejny był dopiero za jakiś kilometr obok sklepu ze szkłem barowym, szkłem dekoracyjnym i szkłem stołowym z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka. Pojrzałam na zegarek i nie miałam już za wiele czasu, więc nie wstępowałam do sklepu aby zobaczyć nowości tylko szybkim krokiem udałam się do firmy. Trochę się zmachałam, więc na parterze przy recepcji stał szklany dzbanek ze szkła stołowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka i nalałam sobie czystej zimnej wody do szklanki ze szkła stołowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.