Mały liścik

 

              Bardzo smakowały mi wszystkie nalewki mojej koleżanki Ani. Byłam pod dużym wrażeniem jakie jej to wszystko wychodziło smaczne. Dobrze się piło ze szklanego kieliszka ze szkła barowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka i nie było w ogóle czuć alkoholu. Następnego dnia nie chciałam czuć się źle, więc nie posiedziałam długo. W prezencie do domu dostałam w szklanej karafce ze szkła barowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka nalewki malinowej, która najbardziej mi smakowała ze wszystkich. Wróciłam do domu i na klamce zauważyłam przymocowany gumką recepturką mały liścik. Zdziwiłam się bardzo. Szybko rozłożyłam karteczkę i zaczęłam czytać. Napisane było, że pilnie jutro muszę się stawić na spotkanie w Restauracji Czerwony Kogucik w centrum miasta o godzinie dwudziestej. Jeszcze bardziej się zdziwiłam kiedy nie znalazłam żadnego adresata tego liściku. Pisma też nie rozpoznałam do kogo ewentualnie mógłby należeć. Poszłam do salonu i z barku wyciągnęłam jakąś pierwszą lepszą wódkę smakową. Z półki wzięłam szklany kieliszek ze szkła barowego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka i żeby mi się lepiej myślało nalałam sobie pół kieliszka. O to miało moc. Już po łyku rozgrzało mnie niesamowicie. Usiadłam w fotelu i myślałam co zrobić. Upiłam drugi łyk i zastanawiałam się, czy jest to jakiś żart zorganizowany przez moich przyjaciół, którzy mogliby mieć taki pomysł aby zrobić mi jakiś żart.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.