Serwis się udał i wyjazd się udał

 

Dziś jest całkiem fajna pogoda. Jest w prawdzie zachmurzenie i Słońce nie świeci ładnie, ale na tle

ostatnich dni to i tak super pogoda. Grunt że nie padało bo byłem na wyjeździe i było super.

Pięćdziesiąt kilometrów po okolicznych górkach to dość sporo gdy jeszcze nie można mówić o dobrej

formie na początku sezonu, który nie rozpieszcza pogodą. Pogoda w maju nie służy robieniu lepszej

kondycji. Reasumując wyjazd się udał i nawet nie umieram, a było kilka stromych i długich

podjazdów. Teraz siedzę i odpoczywam. Mam smakowe piwo bezalkoholowe w szklanym kuflu.

Smak jabłkowo wiśniowy, nawet fajny, przede wszystkim zimne i mokre.

Wczoraj zabrałem się za tylną przerzutkę, jak już wspominałem, test w terenie wykazał że zrobiłem

to bardzo dobrze.

Pamiętajcie że nie widzę i robota była na czuja i po omacku, więc nie łatwa to była sprawa.

Nowe ustawienia i skracanie linki i pancerza to niby proste ale gdy się tego nie widzi to już inna bajka.

Jestem zadowolony bo przyznam że trochę się wahałem czy w ogóle się za to brać.

Gdyby się nie udało to dziś nie miałbym możliwości na wyjazd ze znajomymi.

Po zrobieniu wszystkiego już była pierwsza radość, ale to testy na sucho można tak to nazwać.

Dopiero w terenie jadąc wyszło że jest dobrze i wszystko działa elegancko.

Teraz sobie wypoczywam i myślę co by tu na szkło stołowe wrzucić.

Zaczynam być bardzo głodny.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.