Zależność pomiędzy otworem gębowym a brzuchem
Wczoraj to był już jakiś szczyt beznadziejnej pogody. Przesada po prostu.
Dziś jest ładnie i cieplej dużo, czy dużo cieplej, jakoś lepiej po prostu.
Koniec maja nadchodzi, może i pogoda lepsza nadejdzie, choć straszą deszczami.
Deszcz niby potrzebny, każdy rolnik to potwierdzi, ale potwierdzi również to że
Co za dużo to nie zdrowo i to również będzie prawda.
Za dużo wody to źle, zgnilizna i choroby. Za mało Słońca świeci ostatnio.
Ja dziś mam zamiar skorzystać z pogody i na wycieczkę się wybrać. Puki jest okazja.
Weekend ma być deszczowy. Kolejne szare brzydkie dni i wybory w niedzielę.
Kumulacja syfu.
Jak jest brzydko to energia życiowa przenosi się do kuchni. Bo co tu innego robić?
Szkło stołowe i barowe będzie w ruchu, a to ja powinienem być w ruchu.
Przez tą słabą delikatnie mówiąc aurę źle mi idzie odchudzanie.
Coś tam troszeczkę waga spadła, ale gdzie tam do osiągnięcia pełnej satysfakcji.
Mój poziom satysfakcji to spadek na wadze o jakieś jeszcze dziesięć kilo. To oczywiście marzenie
takie. Jak to się mówi marzenie ściętej głowy, co by nawet pasowało, bo bez głowy straciłbym
wymarzone kilogramy. Tylko co tu robić bez głowy?
Bez głowy to nawet radość z używania szkła jest nie możliwa.
Jak niby wypić pyszne zimne piwko ze szklanego kufla gdy brak otworu gębowego
i kubków smakowych? Bez sensu takie wlewanie bezpośrednie do wnętrza przez dziurę w korpusie.
Jak bez tego samego otworu cieszyć się smakiem kotleta? Głowa jest potrzebna choćby po to.
Wagę trzeba zrzucać z innych elementów człowieka, najlepiej z brzucha.
I masz paradoks. Żeby zrzucać z brzucha nie można wkładać nic w otwór gębowy.
To się wyklucza.
Na razie jednak zostawię te problemy na boku i napiję się pysznego zimnego piwa ze szklanego kufla.
Ładnie jest i posiedzę sobie na tarasie w cieple promieni słonecznych.
Dziś na pewno nie schudnę, to co się będę martwił.
Komentarze
Prześlij komentarz